Biegiem po zdrowie

Piotr KołaczekRozrywka

Bieganie to sport, który doskonale poprawia humor i wydajność organizmu. Konsekwentnie uprawiany, potrafi wynieść malkontenta i niedowiarka na wyżyny wiary we własne możliwości. Sport, który możesz zacząć uprawiać tu i teraz. Jedna decyzja może zmienić całe twoje życie. Mało tego – znacznie je wydłużyć i dodać mu jedynego w swoim rodzaju smaku. Potrzeba niewiele: cokolwiek teraz robisz, zrób sobie przerwę, wstań i pobiegnij gdzieś.

Ruch jest w modzie. To dobrze, bo ruch to zdrowie. Poprawa kondycji fizycznej oznacza lepsze samopoczucie, większą wydajność organizmu, lepsze zdrowie.

Każdy, wszędzie, zawsze

Bieganie to maksimum przygody i minimum wymagań. Nie potrzeba siłowni, basenu, muzyki, pomocy, przyrządów treningowych. Na początku nie potrzeba nic, ponad to, co u wielu ludzi leży w szafie: sportowe buty, spodnie, koszulka. Do tego przestrzeń i czas: las, park albo chodnik, w wielkim mieście albo na wsi, o dowolnej porze dnia i roku. Kilkadziesiąt minut, kilka godzin – na ile wystarczy czasu, sił i konsekwencji. Potrzeba też wiary w siebie, optymizmu i konsekwencji. O optymizm zadba zresztą sam organizm, bo towarzysząca wysiłkowi nadprodukcja endorfin skutecznie poprawia humor.

Pod górkę

Biegać może każdy, ale nie każdy powinien to robić. Jeśli osoba, która na co dzień jest aktywna fizycznie: uprawia jakiś sport, wędruje albo pracuje fizycznie, z dnia na dzień poczuje zew biegania i zechce sprawdzić swoje możliwości, najprawdopodobniej wszystko będzie w porządku. Po kilku pierwszych przebieżkach odkryje granice swoich możliwości, a następnie, o ile się nie zniechęci, zacznie je przesuwać. Jeżeli pojawią się dolegliwości: bóle kończyn, zadyszka, problemy z sercem, wątpliwości wyjaśnią lekarze. Zazwyczaj doradzą zmniejszenie obciążenia na jakiś czas.
Konsultacja z lekarzem przed pierwszym biegiem jest szczególnie wskazana w przypadku osób, które chcą biegać, żeby schudnąć. Zwłaszcza, jeśli zmagają się nie z kilkukilogramową nadwagą, tylko ze znaczną otyłością (ich masa ciała jest większa od masy właściwej o kilkanaście albo kilkadziesiąt kilogramów. Obciążenie stawów kolanowych i skokowych może być tak duże, że dojdzie do poważnej kontuzji, zanim biegacz zacznie tracić na wadze. Bezpieczniej jest zacząć od innego sportu, na przykład pływania, a z bieganiem poczekać do chwili, kiedy masa ciała wyraźnie zmaleje, a mięśnie wzmocnią się, stabilizując i zabezpieczając stawy przed uszkodzeniem.

Bieganie a kalorie

Bieganie doskonale ułatwia kontrolę masy ciała. Osoba ważąca 70 kg podczas godzinnego truchtu spali 545–740 kcal. Godzinny bieg pozwala spalić 650–920 kcal. Można spalić więcej, jeśli bieg odbywa się w szczególnie trudnych warunkach: w górach, w błocie itp. Wydatek energetyczny zależy od masy ciała biegacza. Osoby lżejsze spalą mniej kalorii, a cięższe więcej. Utrata 1 kg masy ciała jest równoznaczna z wydatkiem energetycznym rzędu 7000 kcal. Jeśli biegacz waży tyle, ile powinien, i nie chce redukować masy, powinien pamiętać o uzupełnieniu kalorii, spalonych podczas biegu, pełnowartościowym posiłkiem.

Nie daj się gadżetom

Najfajniejsze w bieganiu jest to, że do jego uprawiania wystarczą dwie nogi, chociaż biegacze używający protez udowodnili, że mogą się obejść bez nawet bez nich. Z drugiej strony, biegający miłośnicy gadżetów mogą przebierać wśród setek, jeśli nie tysięcy: butów, koszulek, spodenek, dresów, zegarków (również kontrolujących pracę serca), odbiorników GPS, oprogramowania wspomagającego trening i wielu innych, mniej lub bardziej użytecznych, bezpłatnych albo bardzo drogich dodatków.
Co wybrać? To zależy od potrzeb, zdrowego rozsądku i zasobności portfela. Na pewno warto się powstrzymać od kompulsywnych zakupów. Podejście w rodzaju: już wiem, od jutra zacznę biegać, więc muszę kupić garść „niezbędnego” wyposażenia za jedynych kilkaset złotych, nie ma większego sensu. Wiele osób rezygnuje z biegania po kilku próbach.
Na pewno trzeba kupić przyzwoite buty. Przyzwoite to nie znaczy „najdroższe” ani „najlepsze na rynku”. Buty muszą być wygodne i dostosowane do podłoża, po którym zamierzamy biegać. Asfalt albo inna, podobnie twarda, nawierzchnia nie jest dobrym rozwiązaniem, ale nie zawsze można sobie pozwolić na wyjazdy za miasto. Lepiej codziennie biegać po chodniku na osiedlu, niż zdobywać się na wyjazd do lasu raz na miesiąc.
Zamiast kupować wyspecjalizowane gadżety, lepiej, przynajmniej na początku, używać urządzeń, które już posiadamy. Praktycznie na każdym smartfonie z odbiornikiem GPS można zainstalować program, wspomagający trening, obliczający tempo, prędkość, przebiegnięty dystans, rejestrujący trasę i udostępniający te wszystkie dane w internecie.

Kult maratonu

42,195 km – dystans, który wielu biegaczom śni się po nocach. Jedni chcieliby, ale boją się, bo 40 kilometrów onieśmiela. Inni spróbowali i uzależnili się na dobre. Startują co najmniej raz w roku. Nałogowcy biegają wiele maratonów w ciągu roku, jeżdżąc po kraju i po świecie. Mają w czym wybierać, bo biegi maratońskie są organizowane bardzo często. Można zaryzykować twierdzenie, że codziennie gdzieś na świecie grupa biegaczy zmaga się z 42-kilometrowym dystansem.
Są maratony organizowane od lat i znane na całym świecie, jak: nowojorski, bostoński, londyński, a w Polsce warszawski czy krakowski. Są i takie, na które biegacze skrzykują się spontanicznie, żeby upamiętnić jakieś wydarzenie, a potem siłą rozpędu wracają w to samo miejsce w kolejnych latach, jak Oklahoma City Memorial Marathon, organizowany dla upamiętnienia ofiar zamachu bombowego w Oklahoma City, 29 kwietnia 2001 roku.
Każdy maratończyk chciałby przynajmniej raz w życiu wygrać ten bieg, ale zdecydowanej większości nigdy się to nie uda. Mimo to startują co roku, bo w tym sporcie, oprócz wygranej, liczy się poczucie wspólnoty, świadomość że ludzi, którzy biegną obok, napędza ta sama „szajba”.

Maraton to za mało

Istnieje grupa biegaczy, którzy oczekują od biegu czegoś więcej. Czasami oni sami nie potrafią precyzyjnie odpowiedzieć na pytanie, czym jest to „coś”, ale zazwyczaj chodzi o: większe wyzwanie, większy wysiłek, niecodzienne okoliczności biegu. Coś, czego tylko nieliczni odważą się doświadczyć. Pierwszy pomysł: wydłużyć dystans. Skoro istnieje łagodna, 20-kilometrowa odmiana maratonu – półmaraton, dlaczego smakosze biegania nie mogliby zmierzyć się z dłuższym dystansem? Otóż mogą, i robią to.
Ultramaratony, wymagające od biegaczy pokonania 50 albo 100 kilometrów, każdego roku przyciągają amatorów mocnych wrażeń. Ot, chociażby B7D – Bieg Siedmiu Dolin: dystans 100 km, różnica wzniesień 4500 m, czas nie dłuższy, niż 17 godzin. Kolejny próg do pokonania to biegi w urozmaiconym terenie. Są wzniesienia, są strome zbiegi, ale nie brakuje dodatkowych atrakcji: wody, błota, przeszkód terenowych, wymagających warunków atmosferycznych. Jedne to biegi długodystansowe, inne krótsze, ale mimo to ekstremalnie wymagające. W Polsce należą do nich: „Bieg Katorżnika”, „Bieg Rzeźnika”, „Kierat”, „Półmaraton Komandosa”. Te nazwy działają na wyobraźnię i dość dobrze oddają klimat imprezy i samopoczucie zawodników na mecie. Tutaj nie ma żartów. Oprócz wytrzymałości i siły liczy się zdrowy rozsądek, świadomość granic własnych możliwości i doświadczenie. Niektórzy organizatorzy, w trosce o bezpieczeństwo uczestników, wprowadzają obowiązek uczestniczenia w biegach kwalifikacyjnych, które mają zweryfikować poziom biegaczy.

Biegi dedykowane

Biegi organizowane z myślą o pomocy konkretnym osobom albo grupom cieszą się dużą popularnością. Poznański „Wings for Life World Run” jest organizowany z myślą o chorych z przerwanym rdzeniem, w Olsztynie startuje co roku „Bieg na rzecz dzieci chorych na nowotwory”, w Oławie „Dolnośląski Bieg po zdrowie dla chorych na raka”. Czasami chodzi o zebranie funduszy od sponsorów i z opłat startowych, innym razem o propagowanie idei pomocy potrzebującym. Organizatorzy niektórych biegów, żeby podkreślić, że chodzi przede wszystkim o solidarność z potrzebującymi, rezygnują z prowadzenia klasyfikacji sportowej.
Pomoc potrzebującym inspiruje również organizatorów i zawodników dorocznego Business Run.

Bieganie w internecie

W sieci można znaleźć setki stron dla biegaczy. Każdy znajdzie coś dla siebie, bez względu na doświadczenie i upodobania: porady, plany treningów, opinie o sprzęcie, relacje z imprez, a przede wszystkim kontakt z innymi biegaczami, których rady są bezcenne. Z jakiegoś powodu bieganie i życzliwość idą w parze, więc każdy początkujący może liczyć na dobre słowo i wsparcie.
Internetowe znajomości biegaczy siłą rzeczy mają ciąg dalszy w świecie bardzo rzeczywistym: podczas biegów masowych albo lokalnych przebieżek. Dobrze wiedzieć, że tuż obok mieszka ktoś, kto codziennie biega w tej samej okolicy. Bieg w grupie może być przyjemniejszy i bezpieczniejszy od samotnych eskapad, zwłaszcza nocą.

Dean Karnazes

Biegacz, którego fenomen polega na tym, że jego mięśnie błyskawicznie pozbywają się kwasu mlekowego, odpowiadającego za uczucie zmęczenia. Dzięki temu może biec długi czas bez odpoczynku. Ogranicza go przede wszystkim wydolność serca i układu krążenia. Lista jego osiągnięć jest imponująca. Oto kilka z nich:

  • W 2005 roku przebiegł 560 kilometrów w ciągu 80 godzin i 44 minut, nie śpiąc podczas wypoczynku.
  • W 2004 roku wygrał ultramaraton Badwater, przebiegając 217 kilometrów w kalifornijskiej Dolinie Śmierci na Pustyni Mojave.
  • W 2011 w USA przebiegł dystans 4800 km w ciągu 75 dni.
  • W ciągu 50 kolejnych dni przebiegł trasy 50 maratonów w 50 stanach USA.
Annette Fredskov

Ma 41 lat. Kiedy dowiedziała się, że choruje na stwardnienie rozsiane, obiecała sobie, że się nie podda, a bieganie pomoże jej w walce z chorobą. Rzuciła sobie niecodzienne wyzwanie: w ciągu 365 dni przebiec 365 maratonów. Codziennie realizuje swój plan. Zaczyna jak inne matki: od przygotowania śniadania i wyprawienia dzieci do szkoły. Później biega. Mniej więcej pięć godzin każdego dnia. Po południu wszystko wraca do normy: obiad, spotkania ze znajomymi, pisanie bloga.

O autorze

Piotr Kołaczek