Nasz człowiek w Centrali Mitsubishi w Tokio …

RedakcjaBiznes

Początki Mitsubishi Electric w Polsce sięgają wczesnych lat 90. XX w., kiedy to japońska automatyka stanowiła w naszych zakładach prawdziwy luksus. Czasy te świetnie pamięta Mungo Keulemans, jeden z twórców ówczesnego dystrybutora Mitsubishi, firmy MPL Technology. Od tego momentu polski przemysł przeszedł praktycznie rewolucję, zaś polski dystrybutor przekształcił się w oddział japońskiej korporacji i jest obecnie odpowiedzialny za pracę w oddziałach, zlokalizowanych w 14 krajach Europy. Mungo Keulemans miał znaczący udział w tym sukcesie. Do Japonii wyjechał dwa i pół roku temu, aby zdobywać większe doświadczenie w centrali Mitsubishi w Tokio. Zapytaliśmy, co słychać u naszego reprezentanta w Japonii.

Czym zajmował się Pan w Japonii?
Przez ostatnich 8 tygodni brałem udział w intensywnym szkoleniu z mechatroniki. Istotą tej dziedziny jest połączenie mechaniki z najnowszymi rozwiązaniami elektronicznymi, w celu uzyskania najbardziej precyzyjnej technologii. Poznaję zatem specjalistyczne technologie oraz aplikacje, jak również kluczowych klientów firmy, globalne struktury sprzedażowe i serwisowe, dotyczące wycinarek laserowych, maszyn EDM oraz produktów CNC (najnowsze linie maszyn, nowatorskie funkcje).

Podczas pobytu w Japonii zwiedził Pan między innymi słynny zakład Nagoya Works. Co zrobiło tam na Panu szczególne wrażenie?
Parę tygodni temu miałem wielki zaszczyt uczestniczyć w imprezie, zorganizowanej przez zakład Nagoya Works, na którą zaproszono największych japońskich dealerów EDM. Oglądałem widowisko, w czasie którego, w kulminacyjnym momencie, fabrykę opuszcza maszyna EDM o numerze 60 000. Było to niezwykłe przeżycie, ponieważ właśnie w takim momencie uświadamiamy sobie ogrom pracy, jaką włożono przez ostatnich 45 lat, aby wyprodukować tyle urządzeń. Przykładowo, jeśli teoretycznie założymy, że średnio na klienta przypadają 2 maszyny, to – ujmując rzecz globalnie – 30 000 nabywców zaufało Mitsubishi w kwestii najbardziej krytycznych i precyzyjnych operacji, jakie przeprowadzają w swoich fabrykach. To naprawdę ogromne osiągnięcie.

Czy miał Pan okazję zobaczyć od kuchni, jak funkcjonuje proces produkcji w fabrykach dużych odbiorców technologii Mitsubishi?
Owszem. W ramach szkolenia odwiedzałem dużych odbiorców systemów sterowania Mitsubishi, którzy specjalizują się w budowie maszyn, na przykład Mazak i Citizen. Miałem okazję zobaczyć, w jaki sposób urządzenia te są produkowane. Jakość produkcji i przywiązanie do szczegółów, jakie obserwowałem w obu fabrykach, są doprawdy niezwykłe, i zrobiły na mnie wielkie wrażenie. Możemy być dumni, że tyle wielkich firm na świecie zaufało technologiom Mitsubishi w kwestii kontroli ich urządzeń. Uczestniczyłem również w targach Mechatro Exhibition – wiodącej imprezie branży obrabiarek w Nagoi, w zachodniej Japonii. Czułem ogromną satysfakcję, ponieważ duża część producentów maszyn MTB (Machine Tool Builder – producenci maszyn do obróbki skrawaniem metali) korzysta z naszego systemu CNC. Podczas tych targów zaprezentowaliśmy nasze modelowe kontrolery CNC oraz maszynerię EDM.

Czy, prócz mechatroniki, Pana pobyt w Japonii dotyczył też innych aspektów pracy inżynierskiej?Tak, prócz szkolenia z mechatroniki uczestniczyłem również w Targach Systemów Kontroli (ang. Systems Control Fair – SCF), do udziału w których zaprosiliśmy wielu kluczowych klientów z całego świata. W tym roku Międzynarodowa Wystawa Robotów IREX (ang. International Robot Exhibition) oraz wystawa automatyki SCF (ang. System Control Fair) odbywały się w tym samym czasie i miejscu (Tokyo BIG SITE). Podczas targów SCF stoisko Mitsubishi było największym i najtłumniej odwiedzanym przez widzów miejscem. Podczas imprezy wprowadziliśmy premierowo na rynek produkt FR-A800, iQR oraz inne nowatorskie technologie. Reakcja ze strony klientów była tak entuzjastyczna, że z powodu tłumu odwiedzających na naszym stoisku praktycznie nie można się było poruszać, mimo że powierzchniowo było ono dość duże. Podczas targów SCF miałem przyjemność krótkiego spotkania z dyrektorem polskiego oddziału Mitsubishi, Hitoshi Nambą.

Jak spędza Pan czas wolny w Japonii?
Ostatnio uczestniczyłem w akcji przycinania drzew oraz innych pracach w lesie na słynnej wulkanicznej górze Fuji-san. Łącznie w działaniu tym wzięło udział 66 osób, które zgłosiły się woluntarystycznie. Akcja na górze Fuji została zorganizowana jako część działań z zakresu społecznej odpowiedzialności biznesu, które nasza firma przeprowadza regularnie. Byłem zdumiony, jak wiele dobrego dla tego terenu udało nam się zrobić w tak krótkim czasie. Po zakończeniu tej pracy zrelaksowaliśmy się w onsen, czyli japońskich gorących źródłach. O tej porze roku drzewa zmieniają w Japonii kolor, w związku z czym góra wygląda przepięknie, mieniąc się odcieniami złota, pomarańczy, zieleni i szarości.

Czy opowiadał Pan pracownikom korporacji w Japonii o swoich doświadczeniach w zakresie budowania marki Mitsubishi w Polsce?
Naturalnie. Swoje spotkania biznesowe zawsze wykorzystywałem i wykorzystuję, by opowiedzieć o naszym oddziale w Polsce i ogólnie o działalności Mitsubishi w Europie. Japońscy pracownicy są wdzięczni za wszelkie wysiłki, jakie podejmują ich europejscy koledzy, by firma mogła się ciągle rozwijać. Najczęstsze pytanie, jakie słyszę od Japończyków, dotyczy tego, co jemy i pijemy w Polsce.
Czy widzi Pan znaczące różnice w sposobie pracy między oddziałem w Polsce i Japonii?
Dotąd w mojej karierze zawodowej poznałem ponad 1200 pracowników Mitsubishi, zajmujących rozmaite stanowiska: od kierowniczych po sprzedażowe. Uważam, że styl prowadzenia biznesu jest w Japonii bardzo podobny do tego, który obserwowałem w Polsce. Na przykład podczas spotkań z klientami nacisk również kładzie się na zaufanie, wsparcie oraz, oczywiście, negocjacje – jednocześnie twarde i delikatne w charakterze. Obowiązujący styl formalny dotyczy też kwestii ubioru, dlatego wszyscy klienci podczas spotkań biznesowych, czy to w zakładzie, czy w biurze projektowym, noszą fabryczne uniformy.